Zapytaj o reklamę lub ogłoszenie w Lokalnej przez Gadu-Gadu


"Cygany idą!"
Views 5867    

Każde najście na dom wygląda podobnie – są 2-3 kobiety i jeden mężczyzna czekający w samochodzie. Wchodzą, chcą coś sprzedać albo coś kupić, a wychodzą niejednokrotnie z gotówką odwiedzanych. Zazwyczaj wybierają ludzi starszych i samotnych, choć – nie zawsze. Dla jednego z mieszkańców Kazimierowa (gm. Halinów) taka wizyta 14 października skończyła się szpitalem.

Czasy wędrujących taborów się skończyły. Matki nie straszą już dzieci, gdy te są niegrzeczne, że oddadzą je Cyganom. Powstają stowarzyszenia Romów. Odbywają się festiwale kultury romskiej, a romskie zespoły są gwiazdami na imprezach kulturalnych – i tych o zasięgu ogólnopolskim, i tych lokalnych, na przykład w szkołach Sulejówka Miłosny. Przez to, że Romowie nie są już tak zamkniętą społecznością, jak dawniej, nie budzą też lęku. Coraz rzadziej używa się też, odczuwanego jako pejoratywne, określenia „Cyganie”, które dało początek słowu „ocyganić”, czyli oszukać. Co więc sprawiło, że złowieszczy okrzyk: „Cygany idą!” wrócił? Działalność złodziejskiej szajki, która grasuje po powiecie mińskim już od kilku lat.

Przestępczość zorganizowana?

Jeżdżą zwykle po mniejszych miejscowościach. Najczęściej 2-3 kobiety i jeden mężczyzna jako kierowca i ochroniarz. Zdarza się, że jest ich nawet więcej. Przy pierwszej wizycie ukrywają samochód za krzakami, badają grunt, później już bez skrępowania podjeżdżają pod bramę, a jeśli jest otwarta – pod sam dom.

– Nie są głupi. Wjeżdżają pod dom jak do siebie. Jak ktoś z sąsiadów zobaczy, pomyśli, że to pewnie rodzina – zauważa pani Janina z Cezarowa (gm. Dębe Wielkie).

Wchodzą bez skrępowania, pod różnymi pretekstami. Bardzo często chcą sprzedać koc lub narzutę.

– Jedna niby ten koc pokazuje, a druga, zasłonięta przez tamtą, obszukuje mieszkanie – mówi pani Gabriela z Olesina (gm. Dębe Wielkie), która opowiada o kilku takich wizytach, najpierw u jej teściowej, a potem u niej i męża.

Czasem „goście” chcą coś kupić, na przykład stare obrazy. Czasem – powróżyć. Jeśli nie uda się szybko wyprowadzić ich z domu, po wizycie giną pieniądze, biżuteria, a nawet produkty spożywcze czy narzędzia.

Złodzieje ci dobrze znają teren, wszystkie wejścia, furtki, nawet te mniej oficjalne. Szczególnie chętnie odwiedzają posesje ludzi starszych i samotnych, chociaż nie bez wyjątków. Wydaje się, że celem jest dokonanie kradzieży bez niepotrzebnych „komplikacji”, stąd omijanie miejsc, które grożą konfrontacją, wybieranie takich, gdzie nikt nawet nie zauważy ich wizyty. Dlatego rzadko się zdarza, by taka wizyta kończyła się czymś więcej niż kradzież.

Scenariusz jest podobny – niezamknięte drzwi, a właściciel zajęty pracą na podwórku. Wejście nieproszonych gości i ich wyjście z łupami odbywa się błyskawicznie, często nawet psy nie reagują.

– Jabłka przebierałam w gospodarczym, aż słyszę, tak jakby silnik samochodu chodził, ale cichutko. Wyjrzałam, a tu Cyganka już drzwi próbuje otworzyć. Domu prawie nigdy nie zamykam. A tym razem mnie coś tknęło i dosłownie kilka minut wcześniej poszłam i zamknęłam na klucz – wspomina pani Gabriela jedną z wizyt.

Pobili, bo bronił swojej własności

Dla jednego z mieszkańców Kazimierowa taka „wizyta” skończyła się pobytem w szpitalu. We wtorek 14 października krzątał się jak zwykle po podwórku. Był sam, bo żona przed kilkoma minutami wyjechała na zakupy. Nawet nie zauważył, kiedy kobieta w charakterystycznej długiej spódnicy weszła do domu. Dopiero szczekanie psa go zaniepokoiło. Wyjrzał z budynku gospodarczego, zobaczył stojący przed bramą obcy samochód i nieznaną mu kobietę wychodzącą z jego domu. Niewiele myśląc, podbiegł do niej i zaczęła się szarpanina.

– Mąż, jak to mężczyzna, nie mógł nie zareagować. Nie pobił jej, chciał jej tylko zrzucić kapotę, bo tam miała pieniądze ukryte. Mówił, żeby oddała, co wzięła, a ona, że nic nie zabrała – relacjonuje żona, prosząc o niepodawanie nawet jej imienia. – Nagle zaczęła krzyczeć: „Szefie, szefie!” – opowiada.

Na to wezwanie z samochodu wyszedł mężczyzna i pobił właściciela posesji. Tak dotkliwie, że ten od ponad tygodnia znajduje się w szpitalu. Z domu zginęło 2.500 zł. Przyjechała policja, spisała zeznania.

Policja nic nie wie?

Policjanci twierdzą, że ludzie bardzo rzadko zgłaszają im wypadki napadów tej szajki. Kilkoro z moich rozmówców mówi jednak, że oni zgłaszali.

– Zgłaszałam policjantom, gdy tu przejeżdżali, że ciągle mnie Cyganie nachodzą – zaprzecza informacjom o milczeniu poszkodowanych pani Maria z Olesina, która ostatnią wizytę gangu miała 14 października, w tym samym dniu, w którym pobity został mieszkaniec Kazimierowa. – „To niech pani dzwoni, gdy podjadą”, powiedzieli. Dali mi numer. Ale jak ja miałam dzwonić, kiedy nie miałam telefonu – mówi.

– O takich napadach nie mamy informacji – informuje mł. asp. Daniel Niezdropa, rzecznik mińskiej policji. – Mieliśmy w ostatnim czasie tylko jedno zgłoszenie. 14 października w Kazimierowie nieznana kobieta prawdopodobnie narodowości romskiej dostała się do niezamkniętego mieszkania i ukradła 2.500 zł – potwierdza opisany wyżej przypadek.

Podkreśla, żeby narodowość przestępców nie jest pewna. Każdego z moich kilkanaściorga rozmówców pytam, dlaczego mówią, że napadli ich „Cyganie”. Wymieniają charakterystyczną urodę i stroje – długie spódnice kobiet, skóry i kapelusze mężczyzn. Jedna osoba zwróciła uwagę na „zaciągającą” mowę.

„Najazdy” zdarzają się w ciągu dnia, wręcz rano – od 9-10 poczynając – gdy większość ludzi jest w pracy. Samochody się zmieniają. A w samochodach… zmieniają się tablice rejestracyjne.

– Kiedyś jeździli „renówką” czerwoną, a potem białym oplem czy volkswagenem – twierdzi pan Stanisław z Cezarowa, który został okradziony przed dwoma laty.

– Sąsiad widział, że gdy odjechali kawałek, stanęli i zdjęli blachy. Założyli inne – mówi pani Maria z Olesina.

W opowieściach o ostatnich napadach powtarza się właśnie biały lub srebrny samochód oraz rysopis potężnej kobiety ubranej na czarno.

Samoobrona powszechna

Co można zrobić, żeby uniknąć napadu?

– Apeluję, żeby wszyscy zamykali drzwi – nakłania mł. asp. Niezdropa.

Rzeczywiście, łatwo dostępne mieszkania to główny błąd. Chociaż teraz, zwłaszcza po wizycie takich nieproszonych gości, coraz częściej naprawiany. W bramach i furtkach pojawiają się łańcuchy i kłódki. Dobrze, jeśli obejścia bronią psy – często ratują gospodarzy z opresji. Nieoceniona jest pomoc sąsiadów, którzy obserwują, co się dzieje w okolicy.

– To było 2 tygodnie temu, rano o 9.10. Sama zostałam w domu. Jedna Cyganka stanęła w drzwiach, dwie były pod oknem, a w samochodzie jeszcze jedna i Cygan-opiekun – opowiada 88-letnia pani Janina z Mrowisk (gm. Halinów), której pamięci i roztropności mogliby pozazdrościć trzydziestolatkowie. – Ta w drzwiach taka masywna stanęła, nie chciała mnie przepuścić, zastąpiła mi drogę. Obrobiliby mnie wtedy, gdyby nie Jadzia. Krzyczałam. Przybiegła…

Zabezpieczenie się przed nieproszonymi gośćmi jest zawsze wskazane, ale nic nie zastąpi skutecznego działania policji. Im dłużej szajka będzie działała, tym więcej narośnie niepotrzebnych uprzedzeń do wszystkich Romów.

 

Eliza Woźnicka

Środa, 29 Październik 2008 17:16
 

Ogłoszenia sms

Nasza Jedynka

.



Nieruchomości

Jarosław Ziętara

Gazele Biznesu

Copyright 2008 Agencja TiO