Zapytaj o reklamę lub ogłoszenie w Lokalnej przez Gadu-Gadu


Motor wjechał w tłum wiernych (reportaż)
Views 5187    

– To wszystko trwało sekundy, nikt się nie spodziewał, tego co nastąpiło – mówią świadkowie. Wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało. W Wielki Piątek, kilka minut po godzinie 21, rozpoczęła się droga krzyżowa ulicami Latowicza. Wierni zebrali się przy pierwszej stacji, a chwilę potem w tłum modlących się ludzi wjechał pijany motocyklista. Jedna osoba zginęła na miejscu, siedem odwieziono do szpitala. 
 
Wypadek w Latowiczu

Na tradycyjną drogę krzyżową w Latowiczu przyszły tłumy wiernych. Trudno powiedzieć, ile osób. Niektórzy mówią, że nawet 3 tysiące. Trasa, wiodąca od kościoła do cmentarza, nie jest długa, liczy kilkaset metrów, więc chętnie przychodzą na to nabożeństwo nawet starsi mieszkańcy.

Jak co roku wszyscy spotkali się o godzinie 21 w kościele, by potem wyjść celebrować kolejne stacje Męki Pańskiej, zaznaczone skromnymi brzozowymi krzyżami przytwierdzonymi do ogrodzeń domostw. Jak co roku policja zorganizowała objazd, strzegła trasy – na początku i na końcu ustawieni byli funkcjonariusze.

Pierwsza stacja, Jezus na śmierć skazany”, znajdowała się naprzeciwko kościoła. Wierni wypełnili szczelnie ulice, chodniki, plac przed kościołem, niektórzy wciąż byli we wnętrzu świątyni, nie mieszcząc się na małej przestrzeni przed pierwszą stacją.

Modlitwa przed pierwszą stacją się skończyła. Czoło procesji ruszyło w stronę drugiej stacji. Na początku niesiony był krzyż, szedł ksiądz wikariusz, a wraz z nim – 40 ministrantów z pochodniami.

Nagle pojawił się przed nimi motocykl.
– Byłem pewny, że on się zatrzyma. Machałem latarką, dawałem znaki – opowiada wikary, ks. Marek Długoszewski. – Ale on nie reagował. Krzyknąłem więc do ministrantów, bo jechał prosto na nas – nie może zrozumieć ksiądz.

Chłopcy się rozbiegli. Ci, którzy szli na początku i widzieli, co się dzieje, też. Chociaż nie bardzo było dokąd uciec.

– Cała ulica była zajęta. I chodnik. Ludzie wpadali na siebie – wspomina uczestniczka procesji. – Właściwie nie było krzyków, bo to trwało sekundy, był tylko ten straszny huk – dodaje.

– Zamiast hamulców słychać było huk, jakby naciskał na gaz – potwierdza inny uczestnik, zięć śmiertelnej ofiary tego wypadku...

Cały reportaż w papierowym wydaniu Lokalnej

Eliza Woźnicka, fot. Marcin Pietraszek

 


 

Czwartek, 16 Kwiecień 2009 09:36
 

Ogłoszenia sms

Nasza Jedynka

.



Nieruchomości

Jarosław Ziętara

Gazele Biznesu

Copyright 2008 Agencja TiO