| Views |
2812  |
|
W poniedziałkowy wieczór 29 września w Sulejówku w okolicy ulic Berlinga i Okrzei zaginął czarny labrador Berry. Pies został znaleziony w wyrzuconym do lasu worku na śmieci.
Właściciele szukali swojej zguby, rozwiesili ulotki ze zdjęciem psa. We wtorek rano sąsiedzi jeszcze widzieli Berry’ego biegającego po okolicy. Potem ślad po nim zaginął. – Szkoda, że od razu mi o tym nie powiedzieli, a tak musieliśmy kontynuować poszukiwania – opowiada właściciel psa, Marcin Leśnik. W czwartek właściciele chcieli dać ogłoszenie do gazety. Ich syn Filip strasznie tęsknił za swoim pupilem. Trzy dni później rodzina odzyskała psa. Znalazcą okazał się Grześ Iułło z Okuniewa. – Wracałem od kolegi i zobaczyłem, że ktoś wyrzuca śmieci do lasu. Podszedłem bliżej, a wśród śmieci był czarny worek, który się ruszał. Od razu go otworzyłem – tłumaczy Grześ. W worku był pies. Gdyby nie wspaniała postawa chłopca, pies mógłby się udusić. Państwo Iułłowie zatrzymaliby go, ale mają już dwa swoje. Postanowili oddać go w dobre ręce. Psem zajęła się rodzina Świetlikowskich. Domownicy rozpoznali jednak zwierzę na ulotce i skontaktowali się z właścicielem. W niedzielę pies wrócił do domu. – Pani Basia Świetlikowska, która zaopiekowała się Berrym, zdążyła się do niego przyzwyczaić. Widzę, że było mu u niej dobrze i jestem bardzo wdzięczny – mówi Leśnik. Najsmutniejsza w tej historii jest głupota ludzka. Trzeba być strasznie okrutnym, aby dopuścić się takiego czynu. Szkoda, że sprawcy nie spotkała kara. Ania Mamza
|