| Views |
8460  |
|
 | Szukała go rodzina i obcy ludzie. Strażacy, policjanci. Helikopter uzbrojony w kamerę termowizyjną. Przez kilka dni. W środę 4 lutego znalazł go mężczyzna, który wyszedł na spacer z psem. Niestety, Paweł już nie żył. |
Co zdarzyło się podczas sobotniej dyskoteki w Dobrem, z której 16-latek nie wrócił? Jak to się stało, że jego ciało odnaleziono w oddalonej o kilka kilometrów Wólce Kokosiej? Pytań na razie bez odpowiedzi jest więcej.
– Paweł tacie pomagał w polu, 70-letniemu wujkowi też pole zaorał, nikomu pomocy nie odmówił. A kiedy on potrzebował pomocy, to nikt mu jej nie udzielił – nie może opanować łez 20-letnia siostra Pawła, Agnieszka. W domu, gdzie każdy przedmiot przypomina o nieżyjącym bracie, miejsca sobie znaleźć nie może. Wyszła. Maluje płot, drzwi już pomalowała, zagrabiła podwórko, posprzątała. Wszystko po to, żeby tylko nie myśleć o tym, co się stało. Chociaż przez chwilę. Ale to nie pomaga. – Ten płot Paweł zaczął malować… – wracają wspomnienia. Agnieszka martwi się też o rodziców. Mama bierze środki uspokajające, ojciec wszystko dusi w sobie, ale jak długo zniesie tę sytuację? Dopóki szukali, mieli nadzieję, jej się trzymali. Teraz nic już nie pozostało. Pobity na dyskotece – Pierwszy raz na dyskotekę poszedł sam – nie może sobie darować 19-letnia Kasia, druga siostra. Do tej pory na zabawy do remizy w Dobrem chodziła razem z nim ona albo Agnieszka. Tym razem nie mogła pójść, Agnieszka miała zajęcia na studiach w Warszawie, więc też nie. Paweł poszedł na dyskotekę sam. – Co on im zrobił? Dlaczego go pobili? – zadają pytania bez odpowiedzi. Może dlatego, że go nie znali? – zastanawiają się nawet. Do szkoły wszyscy troje chodzili do Stanisławowa, bo mieli z Osęczyzny bliżej. Teraz od września Paweł był uczniem mińskiego „Mechanika”. Może dlatego? Że na dyskotece w Dobrem bójki były chlebem powszednim, mówią jednak wszyscy, z którymi rozmawiam. – Wystarczyło spojrzeć nie tak, jak trzeba. W szpitalu aż kiedyś wylądowałem. Teraz już nie chodzę, rodzinę mam – skwitował 28-letni mieszkaniec Kolonii Stanisławów. Wszyscy utrzymują, że w Dobrem działa szajka, która „rządzi” też na dyskotekach. Nie pozwalają na opublikowanie ich nazwisk. – Mam małą córkę – odpowiada na pytanie o przyczynę jeden z moich rozmówców. – Ten płot zaczął malować Paweł – Agnieszka, jego siostra, nie może zapomnieć o tym, co się stało, nawet przy pracy w gospodarstwie On nie umiał się bić
Czy Paweł lubił się bić? – dopytuję się jego znajomych. Miał 16 lat, to wiek, kiedy niektórzy chłopcy lubią sprawdzać swoją sprawność właśnie w bójkach. – A nie, Paweł? Nie, spokojny był. Na automatach tylko czasem pograliśmy – odpowiada jeden z nich. – To spokojny chłopak był – mówi drugi. – On nie miał w zwyczaju się bić, nie umiał się bić. Całe dzieciństwo spędził w szpitalach. Najpierw miał śruby w nodze i w wielu 6 lat musiał od nowa uczyć się chodzić. Potem wyrostek, ciągłe anginy – wspomina starsza siostra, Agnieszka. – Był spokojnym chłopcem na tle klasy – twierdzi Joanna Wójtowicz, wychowawczyni klasy I m Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Mińsku, do której od września uczęszczał Paweł. – Społeczność szkoły jest poruszona – dodaje. Niczego się już nie boję Agnieszka chce już tylko dowiedzieć się, kto zabrał jej brata. Chce, żeby złapano winnych. – Niczego się już nie boję. Oni mnie znają i ja ich znam. Może przyjdą na pogrzeb, żeby popatrzeć, jak cierpimy – mówi.
Kazimierz Sochacki, tata Pawła, mówi, że śledził ich jakiś samochód, granatowy passat nieznany w okolicy. W środę się pojawił, gdy znaleźli ciało syna w Wólce Kokosiej, na polu. Ten samochód był w Wólce, a potem w Osęczyźnie, koło ich domu. Spisali numery, podali policji.
A potem wieczorem spłonął dom letniskowy w lesie niedaleko. Podejrzewają, że ma to związek ze sprawą ich syna. – Pewnie go tam przetrzymywali, a potem wyrzucili, gdy zmarł. I podpalili, żeby zatrzeć ślady – tak uważają. Tak też mówią sąsiedzi. Tylko jeden ma w tej sprawie inne zdanie, ale i on łączy pożar ze śmiercią Pawła. – Pewnie to dla odwrócenia uwagi, żeby strażacy i policja zajęli się płonącym domem, zamiast zabezpieczaniem śladów – twierdzi. Od niedzieli pomagał rodzinie w poszukiwaniach. – Dużo nas było. OSP Poręby Nowe, Dobre, Mlęcin, Czarnogłów – wylicza.
I nic nie znaleźli. Aż w środę spacerowicz. – Był na spacerze w tym samym miejscu w poniedziałek i Pawła tam nie było. Kamery termowizyjne nad tym miejscem też szukały i nic nie stwierdziły – wylicza Agnieszka dowody, że Paweł mógł być przetrzymywany. – Bluzę miał ściągniętą do góry, a spodnie obniżone do kolan, tak jakby go ktoś ciągnął za tę bluzę i wyrzucił na pole – mówi Kasia. Policja w Dobrem nam nie pomogła – Zawsze, gdy wychodziłyśmy z Kasią, Paweł nas upominał: „Tylko wróćcie o wyznaczonej godzinie, pamiętajcie, wróćcie”. Sam też tego przestrzegał. Nie spóźniał się – opowiada Agnieszka. Kiedy w niedzielę 1 lutego o 3 wciąż nie było go w domu, od razu wiedzieli, że coś musiało się stać. O 3.30 ojciec pojechał do Dobrego. Poszedł do komisariatu, zgłosił zaginięcie. – A, upił się pewnie i leży gdzieś w rowie. Wytrzeźwieje, to wróci – pan Kazimierz nie może sobie darować słów policjantów. I tego, że nie potraktowali go poważnie. A przecież on wiedział, że zdarzyło się coś złego. Kiedy wrócił do dobrzańskiego komisariatu około 8 rano, była już inna ekipa. Nic nie wiedzieli o zgłoszeniu. Przyjęli je od nowa.
– Mówiłam im, kto miał telefon Pawła. Zamiast przesłuchać go, czekali do 15, tyle godzin – oburza się Kasia. – Jak komuś mandat wlepić, bo sika za sklepem albo prowadzi rower po pijanemu, to wiedzą, ale gdy się prawdziwe nieszczęście działo, to ich nie było – mówią mieszkańcy. Nie są najlepszego zdania o stróżach prawa z Dobrego. Komisariat jest bardzo blisko remizy, w której odbywała się dyskoteka… Prokuratura prowadzi postępowanie Gdy próbuję się czegoś dowiedzieć w policji, otrzymuję odpowiedź, że jest to śledztwo prokuratorskie i wszelkich informacji należy tam szukać. Czego dowiaduję się w prokuraturze?
– Postępowanie w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci Pawła S. tj. o czyn z art.155 kodeksu karnego prowadzi Prokuratura Rejonowa w Mińsku Mazowieckim – powiadamia rzecznik Krystyna Gołąbek. – Zwłoki mężczyzny ujawniono w dniu 4 lutego 2009 r. w miejscowości Wólka Kokosia. W dniu 6 lutego przeprowadzono sekcję zwłok pokrzywdzonego. Wstępna opinia biegłego patomorfologa wskazuje, że śmierć Pawła S. była skutkiem ostrej niewydolności układu krążenia. O tym zaś, co spowodowało ostrą niewydolność układu krążenia, zadecydują wyniki badań toksykologicznych i histopatologicznych Według biegłego zgon Pawła S. nastąpił na kilka dni przed ujawnieniem zwłok – informuje. Dziwi się, że pytam o bójkę. Przecież nie wiadomo, czy była jakaś bójka…
Ludzie wiedzą. Widzieli, opowiadają. Wiadomość o tym, że chłopak pobity na dyskotece w Dobrem nie żyje, dotarła do naszej redakcji w poniedziałek 2 lutego. Zapytaliśmy o to wtedy rzecznika mińskiej policji. – Na terenie powiatu mińskiego nie odnotowano żadnego zdarzenia z kategorii zabójstwa – odpowiedział mł. asp. Daniel Niezdropa we wtorek 3 lutego. W środę 4 lutego znaleziono ciało Pawła. Eliza Woźnicka
Przeczytaj także: Paweł nie żyje (komunikat policji)
|